11/16/2009


mam wrazenie ze minela cala wiecznosc od czasu kiedy mialem na sztalugach taki format, a tymczasem ostatni raz malowalem w rozmiarach 100x100 zalednie kilka miesiecy temu. w pewnym momencie uswiadomilem sobie ze wlasciwie wszystko skadrowane w kwadracie o takim boku jest dla mnie atrakcyjne malarsko. od tej pory zdazalo mi sie niebezpiecznie przyzwyczajac do okreslonej kolorystyki, tematu czy sposobu malowania, ale jeszcze nigdy nie uzaleznilem sie od formatu obrazu. dlatego wlasnie w ramach odwyku od latwego kadrowania celowo unikalem kwadratow. pech chcial, ze 11 listopada kiedy zaczynalem malowac i nie moglem kupic innego podobrazia, jedyne czyste plotno jakie znalazlem w mieszkaniu to wlasnie pozostawione z 'kwadratowych' czasow 100x100. co by tu nie gadac, calkiem swojsko czuje sie w tych rozmiarach;] terapia odwykowa byla zwykla strata czasu.

jezeli cokolwiek zmienilo sie od moich ostatnich malarskich uniesien podniesionych do kwadratu, to chyba poczucie bardziej swiadomej organizacji powierzchni plotna i wieksza odpowiedzialnosc za poszczegulne pociagniecia pedzla. tyle w ramach glupkowatego samozachwytu chwile po skonczonym malowaniu. zaobaczymy czy jutro rano, kiedy juz rzuce swiezym okiem na to malowidlo, nie bedzie trzeba skasowac powyzszego postu.

100x100, olej.