9/29/2009


to nie jest ta kompozycja i dokladnie ten klimat ktory mialem na mysli zabierajac sie do malowania, ale kiedy przypadkowo nachlapalem swiatlo po prawej stronie, pomyslalem ze nie mam innego wyjscia jak tylko dostosowac do niego cala reszte. nie jestem pewien czy taki oportunizm to dobra droga. moze lepiej by bylo, gdybym konsekwentnie realizowal swoje pierwotne zamierzenia, a nie zadowalal sie przypadkowymi efektami. pewnie tak. problem w tym, ze prawdopodobnie nigdy nie przyszedlby moment w ktorym zadowolony odszedlbym od sztalug z poczuciem zrealizowanego pomyslu. nie jestem drukarka swojej swiadomosci, a nawet jesli jestem, to mam cholernie zle skalibrowana glowice.
cale szczescie.

9/16/2009

9/01/2009


czuje w tym pewna sprzecznosc, i troche sie tego wstydze (dlatego piszac te slowa mam gleboko na glowe nasuniety kaptur i ciemne okulary), ale bedac pejzazysta, raczej rzadko maluje w plenerze. zazwyczaj wyruszajac w dzicz i krzaki zabieram ze soba tylko aparat fotograficzny do notowania pomyslow. nic w tym wlasciwie nadzwyczajnego. wygoda malowania w pracowni jest nieporownywalna z warunkami jakie oferuje w tym celu lesna laka. po co w takim razie fatygowac sie z ta sztaluga, paleta, farbami i calym ambarasem w dziewicze knieje, kiedy mozna malowac opierajac sie na zdjeciu, beztrosko w domu. problem w tym, ze przewaznie to co oko uznaje za dobry pretekst do poszukiwan w malarstwie, aparat zupelnie gubi i splaszcza. wiekszosci zjawisk kolorystycznych po prostu nie da sie uwiecznic na zdjeciu, a nawet jesli sie to uda, pozostaja jeszcze kwestie przestrzeni, proporcji itp. nie wspomnialem jeszcze nic o klimacie, chociaz moze wlasciwie powinienem od tego zaczac swoja argumentacje. malujac w plenerze czuje sie charakter portretowanego pejzazu, cos co w sztucznych warunkach pracownianych mozna sobie tylko wyobrazic. dosyc tych oczywistosci.
nie moge opisac tego bez charakterystyznej sobie fanfariady, ale dzisiaj pierwszy raz (!) w te wakacje, podjalem sie malowania pejzazu z natury. dzieci popakowaly ksiazki, zeszyty, kredki i poszly do szkoly, a ja spakowalem wszystkie przybory malarskie i pojechalem w glusze gor swietokrzyskich. po 2h chodzenia od drzewa do drzewa w poszukiwaniu motywu, ostatecznie namalowalem to co widac powyzej, a co na odleglym planie przedstawia gore barcze.